0
Lifestyle

Jak to jest z tymi współpracami? Cała prawda o współpracach na Instagramie

Współprace to zdecydowanie jeden z najbardziej spornych tematów na Instagramie. Czy da się na tym zarobić miliony? Jak zgarnąć taką współpracę? W tym poście odpowiadam na najczęściej zadawane pytania i obalam mity na temat współprac na Instagramie.

Wyobraź sobie, że pracujesz w ogromnej firmie, w której szef każe Ci zorganizować imprezę firmową. Masz kupić składniki na potrawy, przygotować sama jedzenie, jako fotograf wykonać zdjęcia, wysłać zaproszenia do wszystkich współpracowników, odpisać na wszystkie maile i pytania, umówić się z pozostałymi zleceniobiorcami imprezy (a wiemy, że jeśli chodzi o warunki i terminy to długo by negocjować),zaprojektować plakaty informacyjne, wywiesić je po całym mieście oraz sama posprzątać po imprezie ze środkami czystości, które sama zakupiłaś. Za przygotowanie całego przedsięwzięcia otrzymujesz wynagrodzenie o wysokości 10 zł. Jak się z tym czujesz?

Tak właśnie czuje się influencer, kiedy otrzymuje propozycję współpracy w zamian za szampon. Tak, dobrze słyszycie. Te wszystkie działania, które powyżej Wam opisałam, można mniej więcej porównać do ilości obowiązków, które wiążą się z jedną współpracą na Instagramie. W zamian za należyte wykonanie swojej pracy influencer otrzymuje szampon o wartości 10 zł. Już rozumiecie, dlaczego większość influencerów współpracuje za pieniądze, a nie za szampon?

Za jakość trzeba zapłacić

Na swoją renomę i zaufanie odbiorców influencer musi pracować latami. To, że influencer zgarnie za współpracę 1 czy 2 tysiące złotych nie jest absolutnie miarodajne do ilości pracy, jaką wkłada w swój profil latami. Wiele godzin dziennie. Tego nie widać na gołe oko obserwatora – tych wielu godzin odpisywania na prywatne wiadomości, rozplanowywanie postów, nieudane zdjęcia, artykuły czy przepisy, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Prawdziwy influencer oddaje się swojej pracy 24h na dobę, nie 8 godzin dziennie. Czy zaangażowanie w pracę 24h na dobę i brak czasu wolnego jest warte tylko 1 tysiąca miesięcznie? Do tego dochodzą koszty, o których wiele osób nie ma pojęcia np. amortyzacja sprzętu. Gdybym nie działała w Internecie to zadowoliłabym się telefonem z niższej półki, bo zwyczajnie nie byłby mi potrzebny najnowszy aparat czy największa pojemność. Kiedy robiłam zdjęcia starym telefonem to nie dość, że odbijało to się na jakości (co ciekawe, nie wiedziałam o tym, dopóki na nowym telefonie nie zobaczyłam zdjęć ze starego. Na ekranie starego telefonu jakość wydawała mi się rewelacyjna) to brakowało mi miejsca na filmiki i nie byłam już w stanie kręcić Story, bo telefon tak ostro się zawieszał. Jako, że prowadzę działalność ukierunkowaną również na Instagram (benefitem jest możliwość wystawiania faktur zleceniodawcom) opłacam ZUS i księgową. Również abonament na pakiet Adobe nie byłby mi potrzebny, gdyby nie Instagram. A ile ja wydaję na pierdoły do zdjęć, dekoracje, foremki, jakieś tła. Do tego dochodzą niezliczone próby przepisów, które nie zawsze się udają, a przez to drogie składniki (wiecie dobrze, ile kosztują zdrowe produkty, mascarpone czy owoce/warzywa) zostają wyrzucone. Gdybym nie zarabiała na współpracach tylko pracowała za szampon to jeszcze bym ostro dopłacała do tego interesu.  

Czy influencerzy rzeczywiście pływają w pieniądzach?

Jeśli masz dużo współprac, to być może tak. Wtedy pytanie, czy nie są to tylko bartery i czy potrafisz się wyceniać na tyle dobrze, aby umieć na tym zarabiać.  Jeśli masz mało współprac to nie. Bo jak nie masz współprac to nie zarabiasz. Chyba, że wypuszczasz na rynek własne produkty. Co jest o wiele bardziej opłacalne. Dlatego też wiele influencerów decyduje się na wydawanie e-booków, bo zakup takiego e-booka to najlepsze wsparcie dla twórcy. Koniecznie sprawdź mojego e-booka „Fit słodycze na zdrowe życie”, gdzie znajdziesz 100 przepisów na słodycze bez cukru, glutenu, laktozy, wegańskie. Jednak sprzedaż własnych produktów to też nie taki łatwy temat. Bo musisz umieć sprzedawać te produkty. Bo to, że masz produkt w sklepie nie oznacza, że on Ci super hula, a pieniądze spadają Ci na konto tak, że nie musisz nic robić. No i produkt musi być naprawdę dobry. A dobra jakość wymaga poświęceń.

Ile można zarobić? Od czego zależą stawki?

Stawki są przeróżne. I wiem, że nie znosicie tekstu „to zależy” tylko czekacie na konkrety. Jak się już domyślacie ilość followersów gra rolę, jednak nie jest to jedyny wyznacznik. Aktualnie najważniejszą „walutą” jest zaangażowana społeczność, a ta nie musi być wcale duża. Ważne jest to, czy potrafisz dobrze sprzedawać. Liczy się również jakość treści, które udostępniasz, bo osoba z 20K może wynegocjować równie dużo jak ktoś, kto ma 80K, jednak jego zdjęcia i opisy nie są tak dobre jakościowo. Decydująca jest też kategoria, z której startujesz albo inaczej to nazywając – grupa docelowa, do której kierujesz swoje treści. Bo nastoletni influencer może mieć kilkaset tysięcy follow, jednak w jego grupie docelowej znajdą się w większości nastolatki, które nie dysponują własną gotówką. Za to influencer parentingowy będzie miał o wiele większe szanse, aby przemówić do potencjalnych klientów, bo matki w przedziale wiekowym 25-34 najchętniej kupują. No to ile można zarobić na jednej współpracy? Tu istnieje również podział na osobną stawkę za Story, za post, za pakiety czy długofalowe kampanie. Stawki zaczynają się przy około 100 zł za post (choć moja pierwsza płatna współpraca to było śmieszne 20 zł i sama się teraz pukam w czoło, ale lata temu dla studenta 20 zł za zdjęcie to były ogrooomne pieniądze). A widełki górne? Mogą dowoli szybować w górę. Wiele osób zarabia po 6-10 tysięcy na miesiąc za same współprace, są tacy co mają wypłaty rzędu kilkunastu tysięcy. Oczywiście wszystko zależy od tego, ile masz współprac, jak się wyceniasz, ile jesteś „warty” na rynku współprac. Dlatego nie patrzcie teraz od razu na wszystkich influencerów pod pryzmatem wypłaty kilkunastotysięcznej. Bo Wasi ulubieni twórcy wcale nie muszą być milionerami. Przychodzi też taki czas, kiedy po prostu istnieje posucha i współprac brak. Więc zarobione miesiąc wcześniej na dobrej passie kilka tysięcy musi starczyć na te miesiące, gdzie jest kompletna cisza. O tym się nie myśli, kiedy patrzy się z zewnątrz. Większość widzi tylko sukcesy. A prawda jest taka, że „zawód” influencera to bardzo niepewna działalność, która musi być rozgrywana z głową. Bo rachunki i ZUSy się same nie opłacą, kiedy będzie posucha. I warto aż tak bardzo nie hulać, kiedy dwa miesiące z rzędu idzie dobrze.

Czy da się żyć wyłącznie ze współprac?

Jak najbardziej. Wielu influencerów traktuje Instagram jako wyłączne źródło dochodu. Ja na chwilę obecną nie potrafiłabym się utrzymać tylko na współpracach, ponieważ jestem bardzo wybredna i wiele z nich odrzucam. Odrzucam te, które nie są zgodne z moimi wartościami i które nie pasują tematycznie do mojego profilu. Nie chcę z mojego konta robić śmietnika na reklamy. Biorę tylko takie propozycje, z którymi się identyfikuję i będę mogła spokojnie po tym zasnąć, wiedząc, że Was nie oszukałam, wciskając Wam jakiś shit. Jest to też bardzo niestabilna sprawa, bo współprace raz są, raz ich nie ma. Dzięki dodatkowej pracy mam ten komfort odmawiania. Bo wyobraźcie sobie sytuację, że ktoś żyje z miesiąca na miesiąc tylko z tych współprac i nagle zabrakłoby propozycji? Byłby zmuszony przyjąć współprace jak leci, aby móc zapłacić za rachunki.

Jak się rozliczać ze współprac? Czy konieczne jest prowadzenie działalności gospodarczej?

Współprace rozliczane są poprzez umowy o dzieło lub faktury VAT. Jeśli nie prowadzisz działalności to podpisujesz umowę o dzieło, a na początku następnego roku otrzymujesz listem PIT do rozliczenia podatkowego. Bardziej jednak opłaca się firmom zlecającym współpraca z osobą na własnej działalności, ponieważ może ona wystawić fakturę, którą firma może sobie wrzucić w koszty. Oczywiście założenie własnej działalności musi być dobrze przemyślane, ponieważ jeśli Twoje stawki nie są jeszcze na tyle wysokie, aby po opłaceniu ZUS-u i księgowej zostało Ci jeszcze coś na życie i rozwój, to lepiej pozostać na umowach o dzieło.

Ile trzeba mieć follow, aby móc współpracować?

Od 10 tysięcy obserwatorów da się już na tym zarabiać. Poniżej 10 tys. można zazwyczaj liczyć tylko na barter, choć istnieją też agencje poszukujące mikroinfluencerów, czyli takich do 5 tys. Od 2 tysięcy można się już spotkać z barterem, choć ja bym powiedziała, że granica to takie 5K. Czy jest łatwo? Moim zdaniem czasy się zmieniły i teraz jest o wiele trudniej się “wybić” z kontem niż jeszcze 4 lata temu. Zmieniony algorytm Instagrama często ukrywa zdjęcia i trzeba naprawdę dużej wprawy, aby go choć trochę zrozumieć. Jest też o wiele więcej kont niż dawniej, dlatego musisz mieć naprawdę ciekawy content, aby się wyróżnić. Musisz też być ciągle w interakcji z czytelnikami. Ale dla chcącego nic trudnego. Liczy się ciężka praca, która kiedyś może zaowocować 🙂

Jak rozpocząć współpracę? Firmy piszą same czy to my piszemy z propozycjami o współpracę?

Firmy i agencje najczęściej znajdują nas same. Ważna zasada to wypisany w opisie profilu adres mailowy do kontaktu. Zdarzają się propozycje na DM, ale to na mailu uzgadnia się szczegóły współpracy, której ustalenia są wiążące. Rzetelna firma wysyła do nas brief ze szczegółowo opisanymi warunkami, przedstawieniem firmy oraz dokładnymi założeniami, które ma na celu dana współpraca. Jednak może to również działać w drugą stronę i to my możemy wysłać propozycję do firmy. Oczywiście wiadomość nie powinna zawierać jedynie pytania: „Witam, bylibyście może zainteresowani współpracą?” tylko warto tutaj włożyć trochę trudu i w kilku słowach się przedstawić, opisać swoją działalność i przekonać tą firmę, dlaczego to my jesteśmy idealną twarzą dla ich marki. Całkiem fajnym sposobem na bycie zauważonym jest tworzenie dobrych jakościowo zdjęć z produktami danej firmy i oznaczanie ich na tych zdjęciach. Firmy regularnie przeglądają oznaczenia i może akurat wpadniecie im w oko. Jest to też szansa, aby zostać udostępnionym na ich feedzie, a to tym bardziej zwiększa szanse na współpracę, bo oznacza, że spodobało im się to, co tworzycie. I jeszcze ważne – musicie też sprawdzać maila 24/h, ponieważ wiele zapytań o współpracę wymaga odpowiedzi na już i jeśli nie odpowiecie na czas to możliwość współpracy przepadnie na amen.

Jak prawnie uregulowane są współprace?

Często zawierana jest umowa, która niesie za sobą skutki cywilno-prawne, jeśli się z niej nie wywiąże. Zdarza się, że umowy są na wyłączność, czyli przez okres trwania umowy nie możesz reklamować produktów konkurencyjnych marek. Takie umowy trzeba konkretnie przeczytać i przeanalizować, a nie podpisywać na ślepo. W większości przypadków wyrażamy w niej zgodę na udostępnienie naszego wizerunku i przekazanie praw autorskich do zdjęć. Trzeba dobrze przemyśleć warunki umów, ponieważ szybko idzie wdepnąć w bagno. Jednak w gruncie rzeczy umowa daje zabezpieczenie zarówno firmie (że influencer wywiąże się terminowo z umowy i wykona powierzone mu zadanie), jak i twórcy, ponieważ zawarte w niej są uzgodnione stawki i w razie ich niewypłacenia twórca mógłby sobie rościć do nich prawo na drodze sądowej. Również ustalenia na mailu są wiążące, dlatego zwracajcie na to uwagę, aby z konwersacją o decydujących warunkach przejść na maila, bo wiadomości na DM nie mają takiej mocy i w dodatku mogą zostać skasowane.

Jak to się u mnie zaczęło? Jaka była moja pierwsza współpraca?

Moja pierwsza współpraca miała miejsce, kiedy na IG obserwowało mnie jakieś 6 000 osób. Były to herbatki, które w tym czasie każda znana fitnessiara promowała na swoim profilu. Ja oczywiście byłam w siódmym niebie i z jednej herbatki wstawiłam aż 6 (!) postów, aby wyrazić tym swoją radość i podziękować za wyróżnienie ;P Teraz tylko pukam się w czoło, kiedy na to patrzę, ale w roku 2016 to był wielki hit!

Oczywiście jak każdy początkujący influencer, który zaczyna otrzymywać paczki do unboxingu, wpadłam w szał współprac. Brałam wszystko jak leci. I szczerze kompletnie się nad tym nie zastanawiałam, czy tych współprac nie powinno być trochę mniej. Wręcz przeciwnie. W roku 2017, kiedy mój Instagram nabrał tempa, uważałam to za prestiż, jeśli ktoś miał profil wypchany promowanymi produktami. Myślałam, że im więcej współprac, tym człowiek staje się „ciekawszy” dla reklamodawcy lub też sprawia wrażenie rozchwytywanego. Nie zważałam też kompletnie na to, że każda współpraca to ogrom mojego czasu spędzonego dla danej firmy nad zdjęciem. Trzaskałam posty jeden za drugim i to za termos albo czapkę za 20 zł. Raz promowałam nawet bikini dla ogromnej firmy, a żeby zrobić zdjęcie specjalnie wybrałam się na basen (na basenie w życiu byłam 3 razy, więc dla mnie to był wyczyn) i wydałam własne pieniądze na wstęp i dojazd, co w efekcie dwukrotnie przewyższyło wartość tego bikini ;D I tak człowiek bezmyślnie przyczyniał się do wyzysku i zaniżania rynku. Nie miałam pojęcia, jak się wyceniać (albo żeby w ogóle się wyceniać). Pamiętam, kiedy przeczytałam post Ania maluje o tym, że te blogerki to takie słupy reklamowe (mega Wam go polecam przeczytać!). Ten post otworzył mi oczy i sprawił, że zaczęłam inaczej patrzeć na to, co i jak promuję na swoim kanale.

Według jakich zasad dobieram współprace?

Moje warunki: Produkt musi do mnie pasować/ muszę się utożsamiać z produktem – otrzymałam kiedyś propozycję zareklamowania cukru. No umówmy się, że cukier to ostatnia rzecz, która pasuje do mojego profilu. Jakbym przyjęła taką współpracę to byłabym po prostu nieautentyczna. Ba, byłabym kompletnie zakłamana. Inaczej sprawa miałaby się z pizzą. Mimo, że pizza nie należy do najzdrowszych to bardzo często wspominam Wam, że pizza to moje życie. Bo ja kocham pizzę całym sercem i promuję też balans w diecie. Ale przyznam Wam się, że często miewam dylematy, bo o ile pizza by u mnie przeszła to inne produkty typu słodycze zostałyby gorzej przyjęte na profilu o zdrowym odżywianiu i mimo, że jestem ogromną ich fanką i wpadają u mnie jako cheat meal to nie mogłabym być ich twarzą, bo zostałabym za to zjedzona.

Produkt nie może nikomu zaszkodzić – mogłoby się zdarzyć, że utożsamiam się z jakimś produktem, bo np. wspierałabym operacje plastyczne dla zabawy i “bo taka moda” (oczywiście to nieprawda), ale poprzez zawarcie takiej współpracy ktoś mógłby sobie zaszkodzić. Ja jestem osobą bardzo odpowiedzialną i wiem, że duży zasięg zobowiązuje mnie do decyzji odpowiedzialnych i przemyślanych. Dlatego zawsze rozważnie dobieram współprace robiąc research danego produktu i marki czy dany produkt mógłby wyrządzić komuś krzywdę.

Jakiej współpracy nie podjęłabym się ponownie?

Tabletki odchudzające. Mimo, że z naturalnym składem. Nigdy nie wiemy, jaki będą miały wpływ na kogoś, bo ludzie mają różne uczulenia. Najgorsze jednak jest promowanie przekonania, że do odchudzania potrzebujemy jakichkolwiek wspomagaczy. Nie potrzebujemy. Młode dziewczyny przeznaczają później wszystkie swoje oszczędności na takie magiczne tabletki, zamiast podejść do odchudzania w racjonalny sposób. Ja również przechodziłam przez etap, że chciałam próbować wszystkiego i choć czytałam etykiety i nie pokazywałam chemii to jakiekolwiek lokowania tabletek czy suplementów nie wchodzą już dla mnie w grę.

Jaka była moja najdziwniejsza propozycja współpracy?

Najdziwniejsza propozycja współpracy, którą otrzymałam to operacja plastyczna. Do oferty załączone były profile dziewczyn, które na taką operację się zgodziły, tak abym mogła „popodziwiać” efekty i wybrać sobie obojętnie jaką część ciała z „żywego” katalogu :O Powiem Wam, że coś takiego powinno być zabronione. Ja rozumiem reklamę bluzki, ale żeby dziewczyny w ślepym dążeniu do wyidealizowanych obrazków na Insta kładły się na stół operacyjny i to jeszcze promowały i namawiały do tego inne osoby to już mi się w głowie nie mieści! Instagram już i tak wystarczająco mocno miesza młodym dziewczynom w głowach. Dziewczyny zamieniają się w klony, aby naśladować swoje idolki, a naturalne piękno zostaje zatracone, bo nie wpisuje się w „modę”. Ja po tej propozycji jeszcze długo chodziłam do tyłu i nie potrafiłam się ocknąć…

Czy współpraca barterowa jest zła?

Nie, jeśli wartość barteru znajduje się w obrębie cenowym naszych stawek za świadczone usługi. Barter to wymiana usług. Nie może się tak zdarzyć, że mając stawkę 1000 zł za post otrzymujemy w barterze krem za 10 zł bez wynagrodzenia. Usługi powinny się równoważyć i wnosić coś dla nas. Dobry barter to taki, który nie dość, że jest dla nas opłacalny pod względem cenowym to również przyda nam się osobiście. Przykładowo planowaliśmy zakup komputera, a tu nagle odzywa się do nas firma ze sprzętem elektronicznym i proponuje w barterze laptop o wartości 6 000 zł. W zamian oczekują 2 postów i wzmianki na Story. Nasza standardowa stawka za post to 2 500 zł. To chyba dobry deal, prawda? Tym bardziej, że i tak chcieliśmy kupić nowy sprzęt i wydalibyśmy na to własne pieniądze. Również pobyt w hotelu czy spa to dobry barter, jeśli sami chętnie pojechalibyśmy w to miejsce, a koszt noclegu jest równy kosztu posta u nas. Dla małych firm często tylko barter wchodzi w grę, ponieważ nie dysponują wystarczającym budżetem i jedyne, co mogą od siebie zaoferować to oferowana usługa lub produkt. Wszystko jest ok, jeśli nie zostajemy wykorzystywani. Niestety wiele osób psuje rynek, przyjmując wszystkie bartery jak popadnie. Zdarza się, że osoby z 150K potrafią współpracować za książkę za 20 zł i tym samym sprawiają, że firmy często niechętnie wchodzą w płatne współprace, bo uważają, że jak im się udało z osobą o tak wysokich zasięgach to po co płacić.

Czy dostaje się scenariusz, który ma się przedstawić reklamując produkt?

Wchodząc w współpracę firmy często wysyłają do nas brief z stricte wypunktowanymi warunkami, jakie mamy spełnić. Zdarzają się sytuacje, że przysyłają scenariusze. To od nas zależy, czy się na to zgadzamy i mówimy jak z kartki, czy prowadzimy luźne lokowanie produktu. Taki scenariusz nie jest niczym złym w sytuacji, kiedy firma chce, abyśmy przekazali najważniejsze informacje o ich produkcie. Pomaga nam to wtedy w rozeznaniu i ukierunkowuje nas w naszej moderacji, abyśmy nie zapomnieli powiedzieć czegoś istotnego. Fajnie, kiedy firmy sugerują, w jakim otoczeniu wyobrażaliby sobie swój produkt, bo np. do letniej kampanii idealnie wpasowałby się grill. I tutaj jest to jeszcze akceptowalne, bo firma daje nam tylko swoje propozycje. Inaczej ma się sprawa, kiedy otrzymujemy scenariusz z wyreżyserowanymi scenkami do odegrania. Tutaj już się kończy zabawa, ponieważ twórca zatraca swój styl, swoją lekkość wypowiedzi. Takie sytuacje są nie do przyjęcia.

Czy zawsze trzeba wystawiać pozytywne opinie na temat wszystkich produktów?

Nie trzeba, ale bądźmy szczerzy – jakiej marce podobałoby się to, że płacą nam za współpracę, a my w zamian za pieniądze krytykujemy ich produkt? Tutaj jednak wchodzi w grę inny aspekt. Przed rozpoczęciem współpracy możemy poprosić firmę o przesłanie produktów do testów. Promowane przez nas produkty powinny być zawsze wcześniej przetestowane, abyśmy nie wpuścili obserwatorów w maliny. W końcu reklamujemy coś naszą twarzą i jeśli ktoś się zawiedzie na naszej polecajce to już nam w nic nie uwierzy. Ja robię tak, że jeśli coś mnie nie przekona to tego w ogóle nie wstawiam. Chyba jest to bardziej logiczne niż pokazanie marki i negatywne wyrażanie się o ich produktach, kiedy oni nam zapłacili. Po prostu wtedy nie dochodzi do współpracy. Inaczej wygląda sytuacja, kiedy otwarcie mówię, że testy będą przeprowadzane w ramach współpracy tzn. „na wizji”. Wyrażam wtedy swoją subiektywną opinię i już nie raz opowiadałam o produktach, że coś mi nie smakuje czy nie wpisuje się w moje gusta. I to jest całkowicie ok, bo mogę mieć inne kubki smakowe niż Wy i nie wszystko musi mi smakować, ale może akurat posmakuje Wam. Nie neguję w ten sposób samego produktu tylko wyrażam swoją własną opinię, tak samo jakbym to robiła jako klient kupujący za własne pieniądze. I tak to też powinno wyglądać, że nie wypowiadamy się słodkopierdząco, jeśli produkt nam nie odpowiada. Ja traktuję swoją społeczność na Instagramie jak grupę dobrych koleżanek. A swoim koleżankom też nie poleciłabym shitu, bo co by to była za znajomość?

“Czy Ty naprawdę…?”

W wiadomościach prywatnych to pytanie wraca do mnie jak bumerang. Osoby piszące pytają, czy aby naprawdę używam danego produktu polecanego we współpracy czy może jednak kłamałam. Pamiętajcie – szczery influencer powie Wam prawdę niezależnie od tego, czy to będzie na Story czy w wiadomości prywatnej. Fałszywy influencer albo Wam nie odpisze albo Was okłamie. Więc zadawanie takich pytań jest jak dla mnie mija się z celem. Zadawając takie pytanie urażasz mnie, bo oznacza to, ze nie ufasz temu, co ja mówię na Story. A ja zawsze mówię szczerze.

Po czym rozpoznać na Story, czy coś jest współpracą?

Jeśli na zdjęciu jest oznaczenie @ danej marki albo hashtagi to jest duże prawdopodobieństwo, że macie do czynienia ze współpracą. Bo to najczęstsze wymogi firm. Pomijam już tutaj najbardziej oczywiste kody rabatowe. Oczywiście najfajniej by było, jakby każdy influencer pisał #WSPÓŁPRACA. Ja tak zawsze robię, aby Was nie robić w konia.

Oznaczanie współprac

Bardzo brakuje mi na Instagramie tego, aby influencerzy oznaczali swoje współprace. Wielu z nich boi się, że po oznaczeniu współpracy otrzyma mnóstwo złośliwych docinek i przepełnionych zazdrością wiadomości. Problem polega też w tym, że jeśli relacje influencera składają się głównie ze współprac to musiałby całe swoje Story opatrzyć jednym wielkim podpisem WSPÓŁPRACA. Najgorsze jest to, że obserwatorzy nie potrafią rozpoznać, kiedy dana polecajka jest współpracą, a kiedy nie. Współpraca najczęściej kończy sie kodem dla obserwujących. Jeśli więc ktoś Wam sprzedaje na Story kod, to jest to współpraca, no chyba, że kod ma z gazety i się nim z Wami dzieli z dobroci serca. Przykre jest to, że wielu influencerów w kontekście współprac nadal używa sformułowań „kupiłam”czy „zamówiłam sobie” i kreuje w ten sposób pod płaszczykiem obłudy fikcję. Fikcję, że sami sobie coś kupili za własne pieniądze. A za kilka dni nagle cyk – kodzik. No przecież to jest chore! Jeśli chcesz być autentyczny to zasada nr 1 – nie graj z emocjami swoich odbiorców. Oni nie są głupi. Czasami jednak zbyt łatwowierni, bo ufają. Ja sama, mimo że znam ten biznes od środka, już wiele razy uwierzyłam w tą bajeczkę, że ktoś sobie sam coś kupił, ale zakończyło się to kodem rabatowym. Takie zagrania powinny być zabronione. W Niemczech już od kilku lat panuje prawo, że influencerzy muszą oznaczać współprace. Inaczej otrzymają pisemko z grubą karą do zapłacenia. A co Wy o tym uważacie? Czy również u nas prawo powinno określać, że współprace muszą być oznaczane?

„Współpraca nie wymaga pracy/czasu od Instagramera”

Wiele osób uważa, że taki influencer to tylko leży i pachnie. Porobi kilka fotek i takie coś niby nazywa “pracą”?  To za co on te pieniądze dostaje? Jednak tak jak w każdej pracy nikt nie chciałby dokładać do interesu. Bycie influencerem (ale takim z pasją, oddanym swojemu profilowi na 100%) to praca 24 na dobę. To nie tylko ładne fotki, ale i też wielogodzinne odpisywanie na pytania. Codziennie dostaję około 200 wiadomości, z których często wywiązuje się dłuższa dyskusja. W tym czasie udzielam porad kulinarnych, odpowiadam, gdzie dostać dane produkty czy jak zrobić najpyszniejszy tort urodzinowy krok po kroku. Często zgłaszają się też do mnie osoby o porady motywacyjne, ale zdarzają się i poważniejsze kwestie społeczne czy rodzinne. Nikt mi nie płaci za ten poświęcony czas. Robię to z przyjemnością. Jednak można by też rzec, że nie jestem bezpłatną infolinią, a za udzielone porady fajnie byłoby otrzymać zapłatę. Bo w tym czasie, kiedy odpisuję na wiadomości, mogłabym wykonać kolejne przepisy czy zlecenia dla reklamodawców. Odpisywanie to bardzo niedoceniana praca, bo jej się nie widzi. Dzieje się za kulisami, czyli jej efekty nie są widoczne na profilu. Dlatego też wiele osób nie poświęca na to czasu i woli się skupić tylko na tworzeniu contentu. Dla mnie to najfajniejsza część tej pracy. Wymienianie się z Wami spostrzeżeniami, radami, pomysłami – nie ma dla mnie nic bardziej pouczającego i kreatywnego i nie oddam tego za żadne skarby! 🙂 Oczywiście zdarza mi się też nieodpisać, ale to zaledwie na 5% wiadomości, bo np. totalnie nie wiem, jak zareagować albo powtarzają się wiadomości o tej samej treści.

Wyjazd sponsorowany – darmowe wakacje

Dla wielu influencerów wyjazdy zagraniczne oznaczają ciężką pracę. Ja wiem, że dla osoby postronnej to brzmi jak kpina. Ale to prawda (swoją drogą pewnie zastanawialiście się zawsze, dlaczego większość influencerów kumpluje się z influencerami i tworzy kółka wzajemnej adoracji. Bo właśnie tylko influencer zrozumie na 100% influencera. To jest właśnie to wsparcie, którego brakuje od osób „z zewnątrz”, bo inni uważają, że influencer nic nie robi i nie ma problemów. O powodach, dlaczego prowadzenie Instagrama jest trudne, przeczytasz TUTAJ. W tym czasie tworzą kampanie reklamowe, a ich dzień pracy potrafi trwać od świtu do nocy. My obserwatorzy widzimy tylko kilka chwil z tej podróży. Nie widzimy tego, że godzinami robią research, czytają artykuły, szukają inspiracji, przygotowują materiały. Co robią, kiedy nam czegoś nie pokazują? W tym czasie pracują, a szczegóły kampanii są zazwyczaj tajne, dlatego nie można pokazywać z nich zdjęć.

Kapryśni klienci

Zdarzają się sytuacje, że wykonane zlecenie musimy wykonać jeszcze raz. Bo przesyłając je do akceptu do firmy okazuje się, że firmie nie odpowiada to, co wykonaliśmy. Ale nie chodzi o to, że wykonaliśmy to źle. Po prostu osoba decydująca w międzyczasie zmieniła kompletnie wizję kampanii i nie poinformowała nas o tym wcześniej. To tak jakby napisać  artykuł o pływaniu, a nagle mamy wszystko usunąć i napisać ponownie tekst, ale tym razem o wspinaczce górskiej. Nasza praca idzie wtedy po prostu na marne, ale jeśli zależy nam na tej kampanii i szkoda nam już poświęconego na to czasu i chcemy mimo to otrzymać wynagrodzenie to musimy zrealizować nową wizję jeszcze raz. To są właśnie te kulisy za współpracami, których odbiorca nie widzi, bo się o tym nie mówi. Takie sytuacje narażają nas na ogromne straty, czy to finansowe czy czasowe. Ja kiedyś wzięłam nawet urlop, aby wykonać zdjęcia do pewnej kampanii, po czym niestety otrzymałam informację o zmianie wizji. Byłam wtedy tak zła i smutna zarazem, bo zmarnowałam cały dzień urlopu (a ten przecież jest na wagę złota).

A jak to jest z wypłatą wynagrodzenia?

Na pieniądze trzeba często czekać kilka miesięcy, ponieważ agencje podpisują umowy z terminem wypłaty do 45 dni od daty wykonania zlecenia. Często jednak są ogromne opóźnienia i trzeba się upominać o swoje. Dlatego nie wyobrażam sobie utrzymywać się wyłącznie ze współprac. No chyba, że miałabym spore oszczędności. Ale drugie źródło utrzymania, jakim u mnie są korepetycje, daje mi niezależność finansową, poprzez którą nie muszę się stresować, że jak odrzucę jakieś współprace to nie będę miała na chleb.

Pułapki współprac

Ważne!!  Nigdy nie kupujemy sami produktów, które mamy reklamować! Współpraca to nasza praca, za którą powinniśmy otrzymać wynagrodzenie, a nie jeszcze dopłacać do interesu. To tak jakby być ogrodnikiem i z własnych pieniędzy dokupować paliwo do kosiarki. Chyba widzicie tą zależność?

Nigdy nie decydujmy się również na post testowy. Firma nigdy nie wróci, bo wciśnie nam kit, że statystyki były zbyt niskie. A co to w ogóle mają być za testy? W telewizji też ktoś nam zezwala na reklamę bez wcześniejszej zapłaty? Chciałabym to zobaczyć. Nikogo nie obchodzi, jakie efekty przyniesie Wasza kampania, bo miejsce reklamowe zostało udostępnione, a praca wykonana. Wasze kanały social media są porównywalne do czasu antenowego, a w dzisiejszych czasach mogą mieć nawet większą moc niż telewizja i sprzedawać lepiej. Dlatego nigdy nie dajcie się wykorzystywać.

Procent od sprzedaży to również słaba opcja. Miałam taką akcję, że renomowana firma (byście się zdziwili co to za gigant) twierdziła, że nie wyrobiłam normy sprzedażowej, więc muszę tak długo z nimi współpracować, aż osiągnę tą normę i dopiero wtedy wypłacą mi zysk. Czytaj – robią Cię za frajera, a Tobie zostaje barter zamiast procentu od sprzedaży. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale to zdecydowana większość. Co ciekawe, bardzo dużo dziewczyn oznaczało mnie wtedy, że kupowało ich produkty z mojego kodu. A oznaczeń było znacznie więcej niż wymieniona przez nich norma. No ale cóż, człowiek mądrzejszy po szkodzie.

Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na wszystkie Wasze pytania i rozwiać wątpliwości. Jeśli jednak coś Was jeszcze ciekawi albo o czymś zapomniałam to zostawcie mi wiadomość w komentarzu poniżej 🙂  Czy było coś, co Was zdziwiło? A może zszokowało?

Zobacz również

Kup teraz
Subskrybuj
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Weronika
Weronika
5 miesięcy temu

Bardzo ciekawy i pouczający wpis <3 Dziękuję Ci za włożoną pracę w niego 🙂

Kasia
Kasia
5 miesięcy temu

Bardzo fajny post. Jak wiadomo ludzie lubią zaglądać za kulisy, więc takie informacje są zawsze ciekawe 🙂

Agnieszka
Agnieszka
5 miesięcy temu

Świetny post! Wiele rozjaśnił 😀 🙂

Emilia
Emilia
5 miesięcy temu

Bardzo fajny post 🙂 w końcu widać jak to wygląda od środka. Z zewnątrz widać tylko ten wyidealizowany świat influencerów a za tym tkwi dużo pracy.

Patryk
Patryk
2 miesięcy temu

Mam pytanko. Początki wśród influencerów są różne, dla tego po jakim czasie można sobie pozwolić na usunięcie starych postów z współprac?

10
0
Skomentujx
()
x